NIEZŁOMNI BOHATEROWIE WALK Z KOMUNIZMEM

Żołnierz "Zapory" por. Stanisław Rusek "Tęcza" wśród współczesnych partyzantów. Zdjęcie wykonane podczas koncertu "Naznaczeni Niezłomnością" 1 marca 2015 r. (fot. Archiwum)

Żołnierz „Zapory” por. Stanisław Rusek „Tęcza” wśród współczesnych partyzantów. Zdjęcie wykonane podczas koncertu „Naznaczeni Niezłomnością” 1 marca 2015 r. (fot. Archiwum)

Por. Stanisław Rusek "Tęcza" (leży w środku w furażerce i z wąsem) wśród "Zaporczyków". W głębi stoi mjr Hieronim Dekutowski "Zapora". Okolice Rzeszowa, lato 1946 roku (fot. Archiwum)

Por. Stanisław Rusek „Tęcza” (na pierwszym planie w furażerce) wśród „Zaporczyków”. W głębi stoi mjr Hieronim Dekutowski „Zapora”. Okolice Rzeszowa, lato 1946 roku (fot. Archiwum)

UWIKŁANIE W SYSTEM KOMUNISTYCZNY ZNACZNEJ CZĘŚCI ŚRODOWISK TWÓRCZYCH RZESZOWA WZMACNIA POSTKOMUNISTYCZNY UKŁAD W MIEŚCIE.

Takie wnioski można wysnuć po lekturze nowej książki Wiesława Zielińskiego „Sprawa Obiektowa kryptonim MUZA. Kronikarskie zapiski o działaniach osób zarejestrowanych jako tajni współpracownicy Służby Bezpieczeństwa PRL (w świetle dokumentów IPN)”, która właśnie trafiła do sprzedaży. Można ją nabyć w antykwariacie „AKCES” Rzeszów, Plac Kilińskiego 2, telefon (17) 858-13-71, emeil: antykwariat@akces.rzeszow.pl

c6z6w0wia86e0 200x300

W jednym z niedawnych wywiadów Jarosław Kaczyński stwierdził, że „nie można zmienić Polski, nie zajmując się Podkarpaciem, sytuacją w tych różnych agencjach, różnymi panami, których nie powinno być w życiu publicznym”. Jak się niedawno okazało, nie są to słowa rzucane na wiatr. Taką próbę zmiany i rozliczenia z komunistyczną przeszłością różnych panów z terenu Podkarpacia podjął samotnie Wiesław Zieliński w swojej najnowszej książce. Opisuje w niej uwikłanie w system komunistyczny znacznej części środowisk twórczych Rzeszowa, w którym od wielu lat władzę dzierży post PRL-owski układ. Z perspektywy tej książki, skala poparcia jaką cieszą się byli komunistyczni działacze w Rzeszowie nie może zaskakiwać.

Czytaj dalej

Dokumenty wywiadu Inspektoratu AK Rzeszów

Z treści dokumentu (zapis dot. Harolda Rittmana), do którego dotarli dziennikarze Tajnej Historii Rzeszowa wynika, że podległy mjr. Łukaszowi Cieplińskiemu wywiad AK dysponował kartoteką agentów sowieckich działających na terenie Rzeszowa. Do dnia dzisiejszego nie udało się jej jednak odnaleźć.

Prezentujemy kolejną, piątą część wykazu aktywu komunistycznego z terenu powiatu rzeszowskiego (w odpisie), który został sporządzony w latach 1943 i 1944 przez żołnierzy wywiadu politycznego rzeszowskiego Inspektoratu Armii Krajowej, którym dowodził mjr Łukasz Ciepliński. Część pierwszą, wraz z odpowiednim wprowadzeniem historycznym zamieściliśmy w nr 1 Tajnej Historii Rzeszowa. Nazwiska i pseudonimy zostały ułożone w porządku alfabetycznym, zgodnie z oryginałem. Korekcie poddano jedynie błędy maszynowe i ortograficzne oraz uzupełniono interpunkcję. Rozwinięto także skróty oraz dodano przypisy tekstowe i rzeczowe.

 Według specjalnie przygotowanych instrukcji, wywiad polityczny AK gromadził wszelkie informacje na temat stosunków politycznych i społecznych, w tym na temat postaw ludności ukraińskiej. Szczególny nacisk kładziono na pracę wywiadowczą w środowisku komunistycznym, a zwłaszcza prosowieckiej PPR. Ewidencjonowano wszelkie przejawy działalności komunistów, tworząc również listy działaczy i sympatyków. Informacje były często zdobywane z tzw. drugiej ręki. Zapisywano także informacje zasłyszane, których części nie zdołano nigdy zweryfikować, dlatego należy podchodzić do nich ze szczególną ostrożnością. Nie umniejsza to jednak ich wartości historycznej.

Czytaj dalej

ZBRODNIA STANU WŁADYSŁAWA KRUCZKA

Marcin Maruszak

Z odnalezionych przez dziennikarzy Tajnej Historii Rzeszowa dokumentów wynika, że począwszy od 1933 roku były I Sekretarz KW PZPR w Rzeszowie Władysław Kruczek był wielokrotnie aresztowany przez polską prokuraturę jako podejrzany o zbrodnię stanu polegającą na czynieniu przygotowań do zmiany przemocą ustroju Państwa Polskiego oraz o kolportowanie ulotek nawołujących do zbrojnej rewolucji mającej na celu utworzenie Polskiej Republiki Rad w ramach ZSRR.  

Z dokumentów Prokuratury Sądu Okręgowego w Rzeszowie i Wydziału Śledczego Komendy Powiatowej Policji Państwowej (KPPP) w Rzeszowie, do których dotarła redakcja THR  wynika, że już od początku lat 30. XX wieku Władysław Kruczek był uważany za niebezpiecznego agitatora komunistycznego i podejrzewany o popełnienie zbrodni stanu przeciwko interesom Państwa Polskiego, o której mowa w art. 97 KK z 1932 roku. Pomimo kilkukrotnego aresztowania udawało mu się jednak uniknąć kary i był wypuszczany na wolność. Na pierwszy rzut oka mogło by się wydawać, że zawdzięczał to jedynie swemu sprytowi i inteligencji. Odnalezione przez nas dokumenty wskazują jednak, że prawda jest zgoła inna. Pomimo zgromadzenia dużej ilości dowodów przeciwko Kruczkowi przez organa śledcze i sądowe II Rzeczypospolitej odwlekano postawienie go w stan oskarżenia, gdyż był on jednym z głównych figurantów w sprawie konfidencjonalnego rozpracowania Komitetu Okręgowego Tarnów–Rzeszów Komunistycznej Partii Polski (KPP).  Począwszy od 1933 roku pozostawał w stałym zainteresowaniu i obserwacji Wydziału Śledczego Komendy Powiatowej Policji Państwowej w Rzeszowie. Ostatecznie, w wyniku rozpracowania rzeszowskich struktur KPP przez Policję, Kruczek został skazany na karę 3,5 roku więzienia.

Pismo Komendanta Postrunku Policji Państwowej Powiatu Rzeszowskiego w Boguchwale Przodownika PP Józefa Zajicia z dn. 01.09.1934 r. ujawniające stan wiedzy oraz zakres działań wywiadowczych dot. Władysława Kruczka (Kopia w zbiorach autora)

Pismo Komendanta Postrunku Policji Państwowej Powiatu Rzeszowskiego w Boguchwale Przodownika PP Józefa Zajicia z dn. 01.09.1934 r. ujawniające stan wiedzy oraz zakres działań wywiadowczych dot. Władysława Kruczka i Komitetu Okręgowego KPP Rzeszów-Tarnów (Kopia w zbiorach autora)

Czytaj dalej

Człowiek, który miał zlikwidować Władysława Kruczka

Marcin Maruszak

Hieronim Bednarski ps. „Nawrócony”, „Minek”, którego szczątki ekshumował w 2006 roku zespół pod kierunkiem dr Krzysztofa Szwagrzyka pozostaje symbolem oporu przeciwko rządom komunistów odwołujących się do symbolu Zwięczycy jako „czerwonej wsi”. Jego postać przypomina bowiem, że Zwięczyca to nie całkiem „czerwona wieś”, i że wielu jej mieszkańców było czynnie zaangażowanych w walkę z komunizmem. Jednak pamięć o Bednarskim oraz  ujawnienie faktów, które wskazują, że dowodzony przez niego oddział miał w imieniu Polski Podziemnej wykonać wyrok na Władysławie Kruczku i innych wysokich działaczach komunistycznych okazały się groźne dla wielu wpływowych środowisk. Może o tym chociażby świadczyć podjęta przez zwolenników Kruczka próba niedopuszczenia do godnego pochowania szczątków Bednarskiego w rodzinnej Zwięczycy.

Kopia fot. 4 Szybowice 1950 Hieronim Bednarski z synem Jerzym

Hieronim Bednarski, Szybowice 1950 r. (fot. Archiwum)

            Hieronim Bednarski urodził się w dniu 21 listopada 1921 r. w Zwięczycy. Ojciec i matka byli rolnikami. Po ukończeniu szkoły powszechnej nr 1 w Rzeszowie odbył szkolenie zawodowe przygotowując się do zawodu ślusarza. Pracował w prywatnej firmie Oppman-Kozłowski w Rzeszowie, która wykonywała m.in. zamówienia związane z budową filii Polskich Zakładów Lotniczych. Od najmłodszych lat zaangażowany był w działalność społeczną, religijną i polityczną. Jako kilkunastoletni chłopiec i uczeń gimnazjum uczęszczał na spotkania Organizacji Młodzieży Towarzystwa Uniwersytetu Robotniczego (OM TUR) oraz spotkania Akcji Katolickiej organizowane w rodzinnej Zwięczycy przez księży z parafii farnej w Rzeszowie. To tutaj właśnie zetknął się po raz pierwszy z działaniami stojącego na czele miejscowych komunistów Władysława Kruczka, który za wszelką cenę usiłował nie dopuścić do rozszerzania się idei upowszechnianych przez stowarzyszenia katolickie. Zagrażało to bowiem wpływom komunistów wśród okolicznych mieszkańców i było sprzeczne z ideami ateizmu komunistycznego. Działania kierowanych przez Kruczka młodzieżowych bojówek komunistycznych polegały m.in. na rozbijaniu spotkań Katolickich Stowarzyszeń Młodzieży, zastraszaniu i biciu jego uczestników oraz organizowaniu drobnych akcji sabotażowych. Te wydarzenia oraz całkowicie odmienne doświadczenia życiowe oraz poglądy na sprawy społeczne i polityczne sprawiły, iż już wówczas Hieronim Bednarski stał się zaprzysięgłym wrogiem Kruczka i innych komunistów.

Czytaj dalej

Syn Aleksandra Rusina „Rusala” ujawnia okoliczności jakie doprowadziły do ujawnienia miejsca ukrycia fragmentów rakiety V-2 oraz ostatnią wolę swego ojca

Roman Rusin (Fot. Archiwum)

Roman Rusin (Fot. Archiwum)

Z Romanem Rusinem, synem Aleksandra Rusina „Rusala” legendarnego żołnierza AK i dowódcy oddziału antykomunistycznego podziemia rozmawia Marcin Maruszak.

Marcin Maruszak: W jaki sposób Pana Tato Aleksander Rusin „Rusal” dowiedział się o miejscu, gdzie mogły spaść szczątki rakiety?

Roman Rusin: Ojciec mój Aleksander Rusin urodził się 18 stycznia 1914 roku w Dobryninie. Po ukończeniu szkoły podstawowej pracował w gospodarstwie rodziców i dorabiał w miejscowych majątkach, gdyż rodziców nie było stać na dalsze kształcenie. W 1935 oku został powołany do służby wojskowej. Bardzo się ucieszył, bo swoją przyszłość upatrywał w wojsku. Po odbyciu służby pozostał w wojsku, jako żołnierz zawodowy. Po wkroczeniu Armii Czerwonej dostał się do niewoli sowieckiej, skąd udało mu się zbiec i po wielu perypetiach dotarł do rodzinnego domu w Dobryninie. W 1940 roku wstąpił do ZWZ AK, gdzie został dowódcą oddziału dywersyjnego. W 1943 roku Niemcy przenieśli poligon doświadczalny pocisków V1 i rakiet V2 do wsi Blizna w pobliżu Dobrynina. Wtedy ojciec otrzymał rozkaz zaprzestania wszelkiej działalności dywersyjnej, a skupieniu się na akcjach wywiadowczych. W tym celu przysłano z  mieleckiej komendy AK Józefa Bułasia, a z Komendy Głównej AK przyjechał Sławomir Górecki. Pewnego razu Ojciec z kolegą siedzieli niedaleko domu i zauważyli jak wystrzelona rakieta V2 zaczęła koziołkować w powietrzu i upadła około półtora kilometra od miejsca, w którym przebywali. Natychmiast na rowerach udali się w to miejsce. Jadąc zauważyli połamany las, leżącą na ziemi i ziejącą ogniem rakietę. Podbiegli do niej, a Ojciec krokami przemierzył długość i średnicę i szybko się oddalili, ponieważ Niemcy na motocyklach przeszukiwali teren. Następnym razem przebywając w lasach niedaleko Blizny Ojciec zauważył jak wystrzelona rakieta V2 rozpadła się w powietrzu  na dwie części. Tylna cześć spadła na torfowe łąki nieopodal  Blizny, natomiast przednia część poleciała dalej i upadła w lesie. Ojciec natychmiast zamaskował miejsca upadku rakiety i Niemcom mimo poszukiwań nie udało się odnaleźć tych miejsc. Jesienią 1944 roku do domu rodzinnego mojego Ojca w Dobryninie przyjechała międzynarodowa komisja Amerykanie, Anglicy i Francuzi w towarzystwie Sowietów. Ojciec oprowadził ich po Bliźnie, a następnie wskazał miejsce upadku tylnej części rakiety. Zabrano wtedy wystające z ziemi części. Było tego około pół ciężarówki. Miejsca upadku przedniej części nie wskazał czekając na dalszy rozwój wydarzeń.

Czytaj dalej

Ujawniamy ostatnią tajemnicę „Rusala” – miejsce upadku Rakiety V-2.

W Sobotę 19 września w okolicach Dobrynina w pow. mieleckim rozpoczną się prace mające na celu wydobycie dużego fragmentu Rakiety V-2. Wiedzę o miejscu jego położenia przechował Aleksander Rusin „Rusal” legendarny żołnierz Armii Krajowej i antykomunistycznego podziemia na Rzeszowszczyźnie, który przekazał ją następnie swojemu synowi Romanowi. W przedsięwzięciu wezmą udział przedstawiciele kilku stowarzyszeń, media, lokalne władze samorządowe oraz rodzina Aleksandra Rusina.  

Lato 2014 roku. Członowie ekspedycji poszukiwawczej mającej na celu ustalenie i potwierdzenie miejsca upadku fragmentu rakity V-2. W środku Roman Rusin, po prwej Sławomir Bury ówczesny Prezes Stowarzyszenia Rodzin Żołnierzy Niezłomnych Podkarpacia i Marcin Maruszak redaktor naczelny kwartalnika Tajna Historia Rzeszowa (Fot. Archiwum)

Lato 2014 roku. Członkowie ekspedycji poszukiwawczej mającej na celu ustalenie i potwierdzenie miejsca upadku fragmentu rakiety V-2. W środku Roman Rusin, po prawej Sławomir Bury Prezes Stowarzyszenia Rodzin Żołnierzy Niezłomnych Podkarpacia i Marcin Maruszak redaktor naczelny kwartalnika Tajna Historia Rzeszowa (Fot. Archiwum)

Od wielu lat znana była wielu badaczom poligonu w Bliźnie relacja Aleksandra Rusina „Rusala” o zaobserwowanej przez niego katastrofie jednej w wystrzeliwanych na poligonie w Bliźnie rakiet. Według tej relacji, rakieta miała rozpaść się na kilka części, które spadły następnie na ziemię w różnych częściach ówczesnego poligonu. Poszukiwania zorganizowane przez Niemców nie przyniosły efektów, gdyż fragmenty opisywanej rakiety ugrzęzły w trudno dostępnym, bagnistym terenie. Żołnierzom Armii Krajowej dowodzonym przez „Rusala” udało się wówczas przejąć sporo fragmentów tej rakiety. Informacje o tym ukrywali przez cały okres komunizmu i sowieckiej okupacji.  Dopiero w 2007 roku, pod wpływem nastania „lepszego klimatu” dla badań historycznych, Aleksander Rusin zdecydował się wskazać badaczom dziejów poligonu oraz ekipie reporterów TVP pod kierownictwem red. Adama Sikorskiego miejsce upadku sporego fragmentu rakiety. Powstał nawet na ten temat reportaż z cyklu „Było, nie minęło”. Jednak odnalezione wówczas fragmenty mechanizmu rakiety nie zadowoliły badaczy i reporterów, którzy zastanawiali się, gdzie może być pozostała część rakiety. W kolejnych latach podejmowali oni dalsze próby odnalezienia głównego, zasadniczego jej trzonu. Kierowano się przy tym trajektorią lotu rakiety wytyczając obszar poszukiwań wzdłuż linii prostej łączącej miejsce wystrzelenia z upadkiem pierwszego fragmentu.

Aleksander Rusin "Rusal", "Olek" (Fot. ze zbiorów rodziny Rusinów)

Pułkownik Aleksander Rusin „Rusal”, „Olek” (Fot. ze zbiorów rodziny Rusinów)

Dzisiaj wiemy, że założenia te okazały się błędne, gdyż po rozpadzie rakiety, jej zasadniczy fragment zmienił kierunek lotu i upadł w znacznej odległości od wyznaczonego do ówczesnych poszukiwań obszaru. Ekipa poszukiwaczy pod kierunkiem Adama Sikorskiego przebadała wówczas bardzo duży obszar byłego poligonu, jednak bezskutecznie. Z nieoficjalnych informacji wynika, że zasadniczym powodem niepowodzenia ówczesnych poszukiwań był brak właściwej współpracy poszukiwaczy z człowiekiem, który wniósł najwięcej w te odkrycia, i który był jedynym depozytariuszem unikalnej wiedzy o poligonie. Aleksander Rusin „Rusal” miał mieć wówczas bardzo dużo zastrzeżeń do współpracy zarówno z ekipą TVP jak i z miejscowym Nadleśnictwem. Zrażony tą współpracą, a raczej jej brakiem, odłożył w czasie decyzję o ujawnieniu miejsca upadku największego fragmentu rakiety.

Czytaj dalej

Prof. Krzysztof Szwagrzyk honorowym członkiem Stowarzyszenia Rodzin Żołnierzy Niezłomnych Podkarpacia

prf. Krzysztof Szwagrzyk w otoczeniu członków Stowarzyszenia Rodzin Żołnierzy Niezłomnych Podkarpacia. Stoją od lewej: Genowefa Przywara, Wojciech Słowik, prof. Krzysztof Szwagrzyk, Marcin Maruszak, Józef Lasota (Fot. Marcin Maruszak)

prf. Krzysztof Szwagrzyk w otoczeniu członków Stowarzyszenia Rodzin Żołnierzy Niezłomnych Podkarpacia. Stoją od lewej: Genowefa Przywara, Wojciech Słowik, prof. Krzysztof Szwagrzyk, Marcin Maruszak, Józef Lasota (Fot. Archiwum)

Akt nadania prof. Krzysztofowi Szwagrzykowi tytułu członka honorowego Stowarzyszenia Rodzin Żołnierzy Niezłomnych Podkarpacia został przyznany w uznaniu zasług dla podtrzymywania pamięci o żołnierzach niezłomnych antykomunistycznego podziemia. Uroczystość odbyła się w dniu 11 września 2015 roku po zakończeniu wykładu jaki znany historyk wygłosił w Auli im. płk. Łukasza Cieplińskiego Urzędu Marszałkowskiego Województwa Podkarpackiego w Rzeszowie. Prof. Szwagrzyk podziękował członkom Stowarzyszenia za wyrazy uznania. Jednocześnie nawiązując do historii skazanego przez komunistów na karę śmierci Leona Słowika zapewnił, że szczątki wszystkich tych, którzy oddali swe życie za Polskę będą poszukiwane aż do ich odnalezienia.

Wojciech Słowik, wnuk skazanego na karę śmierci Leona Słowika, prof. Krzysztof Szwarzyk, Marcin Maruszak (Fot. Archiwum)

Wojciech Słowik, wnuk skazanego na karę śmierci Leona Słowika, prof. Krzysztof Szwarzyk, Marcin Maruszak (Fot. Archiwum)

Czytaj dalej

Poszukiwanie miejsc ukrycia zwłok ofiar terroru komunistycznego w Rzeszowie. Dzień ósmy (koniec pierwszego etapu)

− Komuniści dokończyli to czego nie zdążyli zrobić hitlerowcy i sowieci w Katyniu. Wybito polskie elity – powiedział prof. Krzysztof Szwagrzyk w trakcie wykładu jaki wygłosił w Auli im. płk. Łukasza Cieplińskiego. Kilkudniowy pobyt zespołu pod jego kierunkiem w Rzeszowie spowodował, że do Instytutu Pamięci Narodowej Oddział w Rzeszowie zaczęli się zgłaszać świadkowie, którzy przez wiele lat skrywali tajemnice dotyczące miejsc ukrycia zwłok ofiar terroru komunistycznego. Jednym z nich jest były funkcjonariusz komunistycznych organów bezpieczeństwa, który był naocznym świadkiem ukrycia zwłok zamordowanych. Pojawiły się także osoby, które były świadkami zakopywania zwłok na dziedzińcu rzeszowskiego Zamku oraz w okolicach cmentarza Wilkowyja. Pracownikom IPN udało się również ustalić, że podczas prowadzonych w połowie lat 80. XX wieku badań architektonicznych zamkowych fortyfikacji, w obrębie bastionu południowo-wschodniego prowadzono badania archeologiczne, podczas których odnaleziono ludzki szkielet. Prace natychmiast przerwano, a zwłoki zniknęły. Zdaniem wielu naukowców, świadczy to o dużej staranności przedstawicieli ówczesnego reżimu w zacieraniu śladów komunistycznych zbrodni popełnionych na Zamku.

prof. Krzysztof Szwagrzyk na południwo wschoenim bastionie rzeszowskiego Zamku (Fot. Marcin Maruszak)

prof. Krzysztof Szwagrzyk na południwo wschoenim bastionie rzeszowskiego Zamku (Fot. Marcin Maruszak)

W dniu 11 września 2015 roku w godzinach porannych Instytut Pamięci Narodowej podjął decyzję o zamknięciu wykopalisk związanych z projektem poszukiwania miejsc ukrycia zwłok ofiar terroru komunistycznego na rzeszowskim Zamku. Przez cały dzień trwały prace ziemne i porządkowe, mające na celu przywrócenie stanu pierwotnego terenu. Po sporządzeniu odpowiedniej dokumentacji, zasypane zostały również odkryte w trakcie kilkudniowych prac stanowiska archeologiczne. Jednocześnie w IPN prowadzono prace nad skatalogowaniem i usystematyzowaniem napływających relacji świadków i pojedynczych informacji na temat miejsc ukrycia ciał zamordowanych oraz ich weryfikacją w innych źródłach. Pracownicy Instytutu podjęli również działania mające na celu pobranie genetycznego materiału porównawczego od przedstawicieli rodzin, którzy zgłosili się w ostatnim okresie do IPN.

Prace porządkowe na terenie bastionu południowo-wschodniego Zamku (Fot. Marcin Maruszak)

Prace porządkowe na terenie bastionu południowo-wschodniego rzeszowskiego Zamku (Fot. Marcin Maruszak)

Czytaj dalej

Poszukiwanie miejsc ukrycia zwłok ofiar terroru komunistycznego w Rzeszowie. Dzień siódmy

Kolejny dzień obecności zespołu prof. Krzysztofa Szwagrzyka na rzeszowskim Zamku przyniósł sensacyjne wręcz ustalenia. Przekazana w dniu dzisiejszym relacja architekta prowadzącego tutaj prace konserwatorskie może wskazywać na istnienie pod głównym dziedzińcem Zamku miejsca straceń byłego więzienia. Według wspomnianej relacji, na początku lat 80. XX wieku, podczas prac konserwatorskich natrafił on pod głównym dziedzińcem Zamku na wąski tunel, który prowadził do pomieszczenia, w którym ściany nosiły liczne ślady po kulach z broni palnej. Dokumenty dotyczące omawianego odkrycia zaginęły, a pomieszczenie zostało niezwłocznie zamurowane. Co ciekawe, Instytut Pamięci Narodowej nie posiadał dotąd żadnych informacji na ten temat.

Adam Sapeta w rozmowie z prof.Maciejem Trzcińskim (Fot.Marcin Maruszak)

Adam Sapeta w rozmowie z prof.Maciejem Trzcińskim (Fot.Marcin Maruszak)

Od wczesnych godzin porannych 10 września trwały na terenie południowo-wschodniego bastionu prace ziemne nad wyrównywaniem terenu po wykopach przeprowadzonych w trakcie poprzednich dni. Obecni byli wszyscy członkowie zespołu kierowanego przez prof. Krzysztofa Szwagrzyka, prowadząc prace porządkowe terenu oraz oprowadzając po miejscu prac licznie pojawiających się gości. Zjawiło się również sporo świadków. Największe poruszenie wśród badaczy wywołała relacja architekta Adama Sapety, który na początku lat 80. XX w. z ramienia Przedsiębiorstwa Konserwacji Zabytków nadzorował prace konserwatorskie i remontowe na Zamku. Okazało się bowiem, że podczas tych prac doszło do odkrycia tunelu prowadzącego do pomieszczenia znajdującego się pod północno-wschodnią częścią  zamkowego dziedzińca, na którego ścianach było wyraźnie widać ślady po kulach. Wejście do tunelu, do którego schodziło się kilka stopni w dół znajdowało się w środkowej części pierwszego poziomu piwnic od strony północnej, naprzeciwko XVII-to wiecznego tzw. potajnika, który prowadził do fosy.

prof.Krzysztof Szwagrzyk, Adam Sapeta i prof. Maciej Trzciński podczas rekonesansu zamkowych piwnic (Fot.Marcin Maruszak)

prof.Krzysztof Szwagrzyk, Adam Sapeta i prof. Maciej Trzciński podczas rekonesansu zamkowych piwnic (Fot.Marcin Maruszak)

Czytaj dalej

Poszukiwanie miejsc ukrycia zwłok ofiar terroru komunistycznego w Rzeszowie. Dzień szósty

Powołany zarządzeniem prokuratora Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu zespół biegłych pod kierunkiem dr. Łukasza Szleszkowskiego z Zakładu Medycyny Sądowej we Wrocławiu zakończył oględziny szczątków wydobytych 7 września na terenie starego cmentarza w Zwięczycy. Z uzyskanych przez dziennikarzy THR informacji wynika, że wszystkie trzy czaszki posiadają ślady po postrzałach metodą katyńską, a pozostałe szczątki nie wykazują innych obrażeń oprócz tych ujawnionych na konferencji prasowej w dniu 8 września. Ponadto naukowcy z zespołu prof. Krzysztofa Szwagrzyka wizytowali cmentarz Pobitno, weryfikując sensacyjną informację o zbiorowym grobie ofiar terroru komunistycznego przekazaną 7 września przez byłego żołnierza antykomunistycznej konspiracji.

Namiot, w którym przeprowadzono ogędziny sądowo-lekarskie wydobytych szczątków (Fot. Marcin Maruszak)

Ogędziny sądowo-lekarskie wydobytych szczątków (Fot. Marcin Maruszak)

Od wczesnych godzin porannych w dniu 9 września 2015 r. zespół Prof. Krzysztofa Szwagrzyka kontynuował na Zamku Lubomirskich w Rzeszowie prace poszukiwawcze miejsc ukrycia zwłok ofiar terroru komunistycznego. W pierwszej kolejności wykonano wykop sondażowy wzdłuż fragmentu południowego muru Zamku, od strony wschodniej. W tym miejscu, mniej więcej pięć metrów od załomu muru natrafiono na fragmenty ceramiki datowanej na XVI lub XVII wiek oraz kilka cegieł z tego samego okresu. – W wykopie wykonanym wzdłuż południowego muru Zamku odkryliśmy ceramikę pokrytą szkliwem, co wyraźnie skazuje na jej nowożytne pochodzenie. Nazywamy ją tutaj „lubomirską”. Ponadto natrafiliśmy na cegły ze znakiem wytwórcy, datowane na ten sam okres. Jest także cegła o wyraźnie gotyckiej proweniencji – objaśnił dr Borkowski. Poinformował jednocześnie o podjętej wspólnie z miejscowymi archeologami i za wiedzą Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków decyzji o rezygnacji z kontynuowania badań stanowiska neolitycznego. Według dr Borkowskiego, oprócz finansowych, zadecydowały o tym ograniczenia natury organizacyjnej. Plac po prostu nie pomieściłby dwóch ekip wykopaliskowych z ciężkim sprzętem.  Informację te potwierdził Bogusław Kleszczyński z rzeszowskiego Oddziału IPN. − Uzyskaliśmy informację od rzeszowskiego środowiska archeologicznego, że ze względów finansowych nie ma możliwości kontynuowania badań w miejscu odkrycia stanowiska neolitycznego. Dlatego wszystkie nasze wykopy zostaną zasypane – poinformował Kleszczyński. Z informacji przekazanych przez archeologów wynika onadto, że przywracaniem stanu pierwotnego centralnej części placu zajmie się specjalistyczna firma.

Fragmenty ceramiki z XVI lub XVII wieku (Fot. Marcin Maruszak)

Fragmenty ceramiki z XVI lub XVII wieku (Fot. Marcin Maruszak)

Cegły z okresu nowożytnego (Fot.Marcin Maruszak)

Cegły z okresu nowożytnego (Fot.Marcin Maruszak)

Czytaj dalej

Poszukiwanie miejsc ukrycia zwłok ofiar terroru komunistycznego w Rzeszowie. Dzień piąty

Kolejny dzień poszukiwań miejsc ukrycia zwłok ofiar terroru komunistycznego przyniósł ujawnienie przez IPN dowodów w sprawie zbrodni komunistycznej polegającej na bezprawnym skazaniu na karę śmierci Władysława Koby, Leopolda Rząsy i Michała Zygo wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Rzeszowie z dn. 21 października 1949 roku. Podczas konferencji zorganizowanej na Zamku Lubomirskich w Rzeszowie wykazano, że podjęte na cmentarzu w Zwięczycy czaszki noszą wyraźne ślady wlotowe i wylotowe po kulach, świadczące o uśmiercaniu tzw. metodą katyńską.  Ponadto wszystko wskazuje na to, że przed śmiercią ofiary były skrępowane kablami elektrycznymi, które odnaleziono przy szkieletach i po raz pierwszy zaprezentowano opinii publicznej. Miały one prawdopodobnie przełamać opór prowadzonych na śmierć. Na konferencji obecny był m.in. sędzia Bogusław Nizieński, podwładny i przyjaciel kpt. Władysława Koby.   

Czaszka podjęta na cmetarzu w Zwięczycy. Widoczny otwór wylotowy kuli (Fot. Marcin Maruszak)

Czaszka podjęta na cmetarzu w Zwięczycy. Widoczny otwór wylotowy po kuli (Fot. Marcin Maruszak)

08.09.2015 147

Kabel elektryczny, który odnaleziono przy szczątkach ofiar (Fot. Marcin Maruszak)

Fragmenty czaszki z wyraźnymi sladami postrzału (Fot.Marcin Maruszak)

Fragmenty czaszki z wyraźnymi śladami postrzału (Fot.Marcin Maruszak)

Czytaj dalej

Poszukiwanie miejsc pochówków ofiar zbrodni komunistycznych w Rzeszowie. Dzień czwarty

Prof. Krzysztof Szwagrzyk i sędzia Bogusław Nizieński w trakcie ekshumacji. W wykopie archeolog Justyna Sawicka (Fot. Marcin Maruszak)

Prof. Krzysztof Szwagrzyk i sędzia Bogusław Nizieński w trakcie ekshumacji. W wykopie archeolog Justyna Sawicka (Fot. Marcin Maruszak)

6 września o godz. 8.00 rano na starym cmentarzu komunalnym w Zwięczycy, w całkowitej tajemnicy, IPN rozpoczął prace ekshumacyjne znanej i oznakowanej od lat 70. XX wieku mogiły działaczy Okręgu WiN Rzeszów Władysława Koby, Leopolda Rząsy i Michała Zygo. Na miejscu, oprócz pracowników IPN pod wodzą Prof. Krzysztofa Szwagrzyka pojawił się sędzia w stanie spoczynku Bogusław Nizieński w towarzystwie rodzin zamordowanych. Odkryte szczątki noszą wyraźne ślady bestialskiego traktowania skazanych. Świadczą o tym m.in. znajdujące się wśród kości kable, którymi prawdopodobnie krępowano ofiary. W trakcie prac nie obyło się niestety bez  drobnego skandalu, gdy zaraz po odnalezieniu szczątków przybyli na miejsce prokuratorzy OKŚZpNP w osobach  prok. Grzegorza Malisiewicza i prowadzącej postępowanie prok. Celiny Przybyło, która na widok dziennikarzy THR zareagowała bardzo emocjonalnie. Powołując się na tajemnicę śledztwa wydała zakaz jakiegokolwiek dokumentowania prowadzonych czynności i nakazała dziennikarzom opuszczenie terenu cmentarza, co wywołało zażenowanie wśród zgromadzonych członków rodzin ofiar.  Dopiero po licznych tłumaczeniach i zabiegach udało się uzyskać pozwolenie na wykonywanie i publikowanie zdjęć, z wyjątkiem wydobytych szczątków. Na podkreślenie zasługuje fakt, że zarówno członkowie rodzin  jak i sędzia Bogusław Nizieński bardzo życzliwie zareagowali na obecność dziennikarzy mediów historycznych, udzielając obszernych wypowiedzi.

06.09.2015 311

archeolog Justyna Sawicka (Fot. Marcin Maruszak)

Czytaj dalej

Poszukiwanie miejsc pochówków ofiar zbrodni komunistycznych w Rzeszowie. Dzień trzeci

05.09.2015 148

Prof. Krzysztof Szwagrzyk (Fot. Marcin Maruszak)

Dzień 5 września 2015 roku rozpoczął się od kontynuowania i poszerzania na południowo-wschodnim bastionie Zamku Lubomirskich w Rzeszowie wykopu biegnącego przez środek placu i prostopadle do wschodniej części muru.  Grunt okazał się, podobnie jak przy pracach wczorajszych, nasycony licznymi oczkami gruzu, co wskazuje na to, że teren ten, podobnie jak w przypadku wykopu wzdłuż wschodniego muru, okazał się w dużym stopniu przekopany. Świadczą o tym ponadto kolejne fragmenty fundamentu, który dr Szwagrzyk jednoznacznie zidentyfikował jako pozostałość po ogrodzeniu tzw. spacerniaka więziennego z okresu PRL-u. Już na samym początku prac przy pogłębieniu i poszerzeniu wykopu prostopadłego doszło do odkrycia rozległej  jamy w kolorze brunatnym, której kształt, usytuowanie i wyraźnie odcinały się od osadów lessowych. Dr Borkowski zadecydował o jej pogłębieniu w części południowej wykopu. W obrębie tej jamy natrafiono na sporą ilość małży i innych skorupiaków. Według dr Borkowskiego przesłanki te mogą wskazywać na to, że mamy do czynienia z czymś w rodzaju fosy, z okresu wcześniejszego niż odkryty w dniu wczorajszym mur oporowy. O jej wcześniejszym pochodzeniu może świadczyć jej położenie względem omawianego muru. Znajduje się ona bowiem bliżej wnętrza budowli, w odległości ok. 5 metrów od muru. Archeolodzy pod kierunkiem dr Borkowskiego przystąpili do oczyszczania znaleziska, celem sporządzenia odpowiedniej dokumentacji. Na oczyszczonym przez profilu jamy bardzo wyraźnie widać było jej nieckowaty kształt, wskazujący na istnienie po jej wewnętrznej stronie wału ziemnego. Mogą to być zatem pozostałości po najstarszych umocnieniach wzgórza zamkowego. Okazało się ponadto, że jama ma liczne przebarwienia, co według dr Borkowskiego może świadczyć o tym, że fosa obronna mogła w różnych okresach obsypywać się. Prof. Szwagrzyk  zdecydował o kontynuowaniu wykopu. Gdy koparka znajdowała się ok. pięciu metrów za odkrytym w wykopie fundamentem, podjął decyzję o przerwaniu prac w tym miejscu  i wykonaniu sondażowego wykopu od strony południowej placu, przy murze usytuowanym wzdłuż ulicy Szopena.

04.09.2015 065

Archeolodzy oczyszczają i pogłębiają jamę, która może być pozostałością fosy obronnej. Widać jej brunatny kolor, który kontrastuje z żółtym kolorem osadów lessowych po bokach (Fot. Marcin Maruszak)

Czytaj dalej

Poszukiwanie miejsc pochówków ofiar zbrodni komunistycznych w Rzeszowie. Dzień Drugi

04.09.2015 168

dr hab. Krzysztof Szwagrzyk w gronie archeologów (Fot. Marcin Maruszak)

Dzień  4 czerwca przyniósł nowe nadzieje na odnalezienie szczątków ofiar komunizmu na rzeszowskim Zamku. Prace rozpoczęto od wykopu wzdłuż wschodniej krawędzi  muru od strony Alei Pod Kasztanami na długości ok. 15 m. Posuwając się w kierunku północnym systematycznie poszerzano i pogłębiano wykop. Zaczęło się dość obiecująco. Po zejściu na głębokość ok. 1,5 m natrafiono na czarny ślad wkopu o średnicy ok. 1 m, którywyraźnie odcinał się od żółtawego tła lessowych osadów. Nad wykopem zgromadzili się niemal wszyscy uczestnicy prac. Dr Tomasz Borkowski zadecydował o poszerzeniu wykopu i poprawieniu jego granic, co też skwapliwie wykonał niestrudzony operator koparki. W następnej kolejności miały ruszyć do pracy łopaty i rylce. Nad krawędzią wykopu zgromadzili się archeolodzy wypatrując w przerzucanej przez maszynę ziemi

04.09.2015 008

Początek prac wzdłuż muru od strony wschodniej (Fot. Marcin Maruszak)

04.09.2015 010

dr hab. Krzysztof Szwagrzyk (Fot. Marcin Maruszak)

 jakichś interesujących śladów. Wszyscy w napięciu obserwowali reakcję Dr Szwagrzyka, który w skupieniu spoglądał w dół wykopu. Dalsze ruchy koparki uświadomiły jednak badaczom, że mamy do czynienia z tzw. cegliskiem o nieregularnych kształtach. Ponadto łopata koparki zaczęła wydobywać różnego rodzaju kości zwierzęce i gruz. Zdarzały się także puszki i butelki. Na twarzach zebranych wokół ludzi zaczęło się malować rozczarowanie pomieszane z niedowierzaniem. Dodatkowo następne ruchy koparki w bliskiej odległości od muru odsłoniły fragmenty muru o dziwnej konstrukcji, który może stanowić fragment pierwotnych obwarowań zamku. To kolejne, bardzo interesujące odkrycie archeologiczne, które może zweryfikować dotychczasowe poglądy na historię wzgórza zamkowego. Wymaga jednak odpowiedniego zabezpieczenia udokumentowania, co dodatkowo angażuje archeologów. Na twarzy dr. Szwagrzyka nie widać było emocji. W skupieniu analizował sytuację, prowadząc jednocześnie konsultacje z archeologami. Kolejne odkrywane wzdłuż muru warstwy ziemi miały podobną, cegliskową konsystencję. Gdy koparka skończyła wykop o głębokości 2 szerokości 1,5 i długości ok. 15 metrów, archeolodzy przenieśli się na wczoraj odkryte stanowisko z okresu neolitu. Tutaj pod okiem dr Tomasza Borkowskiego rozpoczęto przygotowanie profilu odkrytej jamy do analizy i pomiarów. Odkrywka wymagała bowiem poszerzenia i pogłębienia. Studenci wykonywali te prace sprawnie i fachowo. Każda grudka ziemi przechodziła przez sita i ręce młodych archeologów. Pojawiły się kolejne zabytki w postaci narzędzi krzemiennych i ceramiki. To zestawienie artefaktów jest charakterystyczne dla młodszej epoki kamienia i według dr Borkowskiego pozwala z dużą dozą pewności datować znalezisko. Po dwóch godzinach żmudnej pracy pojawia się na ścianie wykopu dobrze widoczny ciemny ślad odkrytej jamy, wyraźnie odcinający się od jaśniejszych osadów lessowych.

Czytaj dalej

Poszukiwanie miejsc pochówków ofiar zbrodni komunistycznych w Rzeszowie. Dzień Pierwszy

Samodzielny Wydział Poszukiwań IPN pod kierownictwem dr. hab. Krzysztofa Szwagrzyka rozpoczął prace poszukiwawcze ofiar zbrodni komunistycznych na południowo-wschodnim bastionie murów rzeszowskiego Zamku Lubomirskich. W skład ekipy poszukiwawczej wchodzą m.in. specjaliści z zakresu medycyny sądowej z Wrocławia oraz archeolodzy z Muzeum Archeologicznego we Wrocławiu. Sporą grupę stanowią również studenci Archeologii Sądowej Uniwersytetu Wrocławskiego pod kierunkiem dr. hab. Macieja Trzcińskiego prof. nadzw. Uniwersytetu Wrocławskiego. W trakcie prac obecny będzie również Eugeniusz Taradajko, przedstawiciel Polskiego Czerwonego Krzyża w Rzeszowie.

Akta Ds 052

Pracownicy Samodzielnego Wydziału Poszukiwań IPN. Na drugim planie dr hab. Krzysztof Szwagrzyk (Fot. Marcin Maruszak)

Akta Ds 111

Studenci Archeologii Sądowej Uniwersytetu Wrocławskiego. Na dalszym planie dr Tomasz Borkowski z Muzeum Archeologicznego we Wrocławiu (Fot. Marcin Maruszak)

Prace będą  polegały na dokonaniu kilku wykopów w różnych miejscach szerokiego placu rozciągającego się pomiędzy budynkiem sądu a murem zamkowych obwarowań. O rozpoczęciu prac w tym miejscu zadecydowały wcześniejsze kilkuletnie badania archiwalne prowadzone przez pracowników Oddziału IPN w Rzeszowie pod kierunkiem Bogusława Kleszczyńskiego oraz przeprowadzone w zeszłym roku badania  przy użyciu georedaru, które potwierdziły liczne anomalia w strukturze tego terenu. Omawiane anomalia nie przesądzają jednak o istnieniu w tych miejscach pochówków, wskazują jedynie, że miała miejsce sztuczna ingerencja w strukturę gleby. Jedyną możliwość sprawdzenia uzyskanych informacji stanowią prace wykopaliskowe. Według biorących udział w pracach archeologów teren jest dosyć trudny. Mamy bowiem do czynienia ze

sztucznie usypanym wałem obronnym, na którym wybudowano mury obronne. Począwszy od XVII wieku teren ten był kilkakrotnie przebudowywany i przekopywany przez różnych właścicieli i dysponentów Zamku. W związku z powyższym struktura gleby była wielokrotnie naruszana, co de facto sprawia, że wyniki pomiarów mogą być wysoce nieprecyzyjne. Prace na terenie Rzeszowa mają być prowadzone etapami, co oznacza, że przed zakończeniem wykopalisk na Zamku nie będą rozpoczynane poszukiwania w innych miejscach na terenie miasta. Wydobyte szczątki zostaną poddane ekspertyzie sądowo-lekarskiej przez Zakładzie Medycyny Sądowej we Wrocławiu. O tymczasowym miejscu ich przechowywania zdecyduje prokurator, gdyż w momencie odnalezienia szczątków zostaną niezwłocznie powiadomione organy ścigania. Ze względu na okoliczności i specyfikę miejsca będzie to prokurator IPN, który zarządzi dalsze czynności. W przypadku identyfikacji szczątków zostaną one pochowane z honorami zgodnie z wolą rodziny lub na koszt państwa. Do identyfikacji ofiar potrzebny jest jednak materiał genetyczny od członków najbliższej rodziny. Do tej pory udało się zebrać materiał genetyczny od ok. 40 osób. Jak zapewnia Kleszczyński od każdej osoby, która zgłosi się na miejsce prowadzonych prac lub do siedziby IPN, będzie można pobrać  taki materiał. Można również na miejscu otrzymać zestaw do samodzielnego pobrania DNA.

Czytaj dalej

Wyrok na Władysława Kruczka

Marcin Maruszak

Z dokumentów przechowywanych w Instytucie Pamięci Narodowej wynika, że na Władysławie Kruczku, wieloletnim I Sekretarzu KW PZPR w Rzeszowie oraz członku Biura Politycznego KC PZPR ciążył wyrok śmierci wydany przez struktury Polskiego Państwa Podziemnego. Rozkaz wykonania wyroku otrzymał oddział „Straży” Delegatury Sił Zbrojnych (DSZ) i WiN dowodzony bezpośrednio przez Hieronima Bednarskiego ps. „Nawrócony”, który podlegał dowódcy dywersji rzeszowskiej Placówki DSZ o pseudonimie „Zagłoba”, a od początku 1946 roku Kazimierzowi Dziekońskiemu ps. „Bruno”, Dowódcy „Straży” Okręgu WiN Rzeszów.

fot. Kruczka

Władysław Kruczek. Zdjęcie z okresu powojennego (zbiory autora)

Informacja o planowanej likwidacji Kruczka widnieje w sporządzonej przez SB KW MO w Rzeszowie Charakterystyce Nr 31 dotyczącej grupy „Nawróconego”. Odwołuje się ona bezpośrednio do zeznań Tadeusza Miąsika ps.”Mikuś”, jednego z aresztowanych wiosną 1946 roku żołnierzy oddziału, który wśród osób przeznaczonych do likwidacji wymienił oprócz Kruczka również innych znanych działaczy komunistycznych ze Zwięczycy, m.in. wysokich funkcjonariuszy Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (WUBP) w Rzeszowie: Bronisława Kruczka i Władysława Rejmenta oraz członków PPR: Jadwigę Paśko, Stanisława Zawadę oraz Władysława Micała, brata Augustyna Micała, agenta międzynarodówki komunistycznej i członka grupy inicjatywnej PPR na teren Rzeszowszczyzny. O wiarygodności zeznań Miąsika może świadczyć fakt, że swoje zeznania złożył już po podpisaniu oświadczenia o współpracy z UB. Uwiarygodniają je również fakty dotyczące działalności oddziału. W okresie od marca do lipca 1945 roku oddział „Zagłoby” przeprowadził szereg likwidacji osób, które utrzymywały kontakty z UB lub PPR i stanowiły tym samym zagrożenie dla lokalnych struktur podziemia. Zastrzelono wówczas m.in.: byłego dowódcę plutonu AK ze Zwięczycy Adama Wróbla, ponadto Władysława Saneckiego, Antoniego Dominę, Władysława Tokarza, Władysława Jakubca oraz funkcjonariusza UB Ludwika Barana. Podjęto również  próbę likwidacji Mariana Pietruchy, byłego żołnierza z plutonu dywersyjnego AK Tadeusza Paji „Sokoła”, który w lipcu 1945 roku wstąpił do PPR, a następnie robił karierę w UB.  W czerwcu 1945 roku żołnierze oddziału zadźgali nożami dwóch funkcjonariuszy sowieckiego NKWD, którzy systematycznie zapuszczali się na teren Zwięczycy. Ta ostatnia akcja przyczyniła się ostatecznie do zawieszenia działalności oddziału. W wyniku wzmożonych działań nowoutworzonego w WUBP w Rzeszowie Wydziału Do Waliki z Bandytyzmem żołnierze oddziału „Nawróconego” zostali zmuszeni do czasowego zamelinowania się na tzw. ziemiach odzyskanych. Warto wspomnieć, że o oddziale „Zagłoby”, w kontekście likwidacji członków PPR na terenie Rzeszowa i gminy Racławówka, zeznawał ponadto były dowódca rzeszowskich struktur wywiadu i dywersji AK Mieczysław Kawalec w trakcie śledztwa prowadzonego w przeciwko kierownictwu IV Zarządu WiN.

Czytaj dalej

Kierownictwo Wydziału Administracyjnego KW PZPR w Rzeszowie odpowiadało za zabezpieczenie realizacji polityki partii m.in. w prokuraturze i resorcie bezpieczeństwa

Untitled-1

Mirosław Romański

Bezpieka pod „specjalnym nadzorem” partii: Wydział Administracyjny KW PZPR w Rzeszowie.

Od lat przywykliśmy do opinii, że w państwie komunistycznym jakim była po II wojnie światowej Polska, styl funkcjonowania i władzę organów bezpieczeństwa cechowała nieograniczoność oraz pełna swoboda działania. Rzeczywiście w praktyce było w tym sporo prawdy, bo już od powołania UB i MO po wojnie, organa te permanentnie łamały przepisy ustanowione tak przez siebie jak i przez aparat „sprawiedliwości”. Jednak w pewnym sensie aparat bezpieczeństwa i jego działalność nie „uchronił” się od narzuconej ideologii partyjnej realizowanej praktycznie na każdym szczeblu. Mało tego, stosunkowo szybko powołano w ramach komitetów wojewódzkich PZPR na terenie całej Polski specjalistyczne komórki, które miały objąć szeroko rozumianą problematykę pracy organów bezpieczeństwa i wymiaru sprawiedliwości. Kluczowym ogniwem całej masy struktur stał się Wydział Administracyjny, który z przerwami działał już od powstania PZPR w grudniu 1948 r.

img-721092205-0003

Wyciąg z protokołu posiedzenia egzekutywy KW PZPR w Rzeszowie, na którym zatwierdzono kandydaturę Bolesława Żaka na stanowisko Instruktora Wydziału Administracyjnego, podpisany przez Jana Ptasińskiego, późniejszego Wiceministra Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego i zastępcę przewodniczącego Komitetu ds. Bezpieczeństwa Publicznego przy Radzie Ministrów (Dokument ze zbiorów Archiwum Państwowego w Rzeszowie)

Czytaj dalej

Wyrok na Piotra Piętę

Ostateczne stanowisko Biura Rzecznika Praw Obywatelskich w sprawie Piotra Pięty (zobacz poniżej) nie pozostawia złudzeń. Nie znajdziemy w nim żadnych odniesień do zawartego w aktach materiału dowodowego oraz analizy akt sprawy przeprowadzonej przez członków Stowarzyszenia, a jedynie „suche” stwierdzenie, że ...decydujące znaczenie dla stwierdzenia przesłanek kasacji mają argumenty prawne. Analizowanie przedmiotowej sprawy w kontekście historycznych okoliczności działnia powojennego podziemia antykomunistycznego i realiów epoki, choć niewątpliwie bardzo istotne, nie jest wystarczające do uznania, że spełnione są podstawy wniesienia kasacji do Sądu Najwyższego […]. Ustalony stan faktyczny nie może być kwestionowany na etapie postępowania kasacyjnego. Nasuwa się zatem proste pytanie: w jaki  Rzecznik Praw Obywatelskich zamierza pomagać ofiarom represji komunistycznych, skoro zarówno wadliwa i tendencyjna ocena przez sąd materiału dowodowego jak i uwarunkowania historyczne nie są argumentami prawnymi i nie mogą stanowić podstawy do wniesienia kasacji? Jak w tym kontekście należy traktować treść poprzedniego pisma RPO, w którym usilnie starano się argumentować wskazywać na okoliczności zajścia i uwarunkowania historyczne, twierdząc m.in., że: Strażnik Wojewódzkiego Komitetu PPR – Marian Bieszczad, który zginął w wyniku postrzelenia, przebywał na weselu w celach prywatnych, jako jeden z gości. Ojciec Pani oraz jego towarzysze dowiedzieli się o jego obecności dopiero po przybyciu na wesele. Nic nie wskazuje, że miała to być zaplanowana, konspiracyjna akcja o charakterze odwetowym? Dlaczego w sytuacji kiedy podważono te oficjalne ustalenia Biura RPO na temat okoliczności sprawy, Rzecznik Praw Obywatelskicj nie podjął polemiki na argumenty? Niestety, wygląda na to, że pytania te pozostaną bez odpowiedzi, a konsekwencje będące wynikiem „usług” świadczonych przez Biuro RPO poniesie rodzina Piotra Pięty.

Czytaj dalej

Po artykule w Tajnej Historii Rzeszowa, Prokurator OKŚZpNP postanowił wznowić śledztwo w sprawie masakry w Staroniwie

Po opublikowaniu na portalu Tajna Historia Rzeszowa artykułu Prof. Grzegorza Ostasza pt. „Fakty i mity. Wokół akcji dywersyjnej AK w Staroniwie wiosną 1943 roku”, redakcja czasopisma zwróciła się z prośbą do Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Rzeszowie o wszczęcie na nowo zawieszonego śledztwa w sprawie masakry ludności polskiej w Staroniwie w dn. 1 czerwca 1943 roku, celem uzupełnienia go o nieznane dotąd dokumenty i relacje. Poniżej publikujemy treść listu jaki redaktor naczelny Kwartalnika Tajna Historia Rzeszowa otrzymał w tej sprawie z Instytutu Pamięci Narodowej.  

Szanowny Panie!

Uprzejmie informuję, że Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Rzeszowie w dniu 20 marca 2015r. wydała postanowienie o podjęciu zawieszonego śledztwa w sprawie zbrodni nazistowskiej, stanowiącej jednocześnie zbrodnię przeciwko ludzkości, popełnionej 1 czerwca 1943 r. w Staroniwie pow. rzeszowskiego polegającej na zabójstwie 43 mężczyzn przez funkcjonariuszy państwa niemieckiego, tj. o czyn  z art. 1 pkt 1 dekretu z 31 sierpnia 1944r. o wymiarze kary dla faszystowsko – hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz dla zdrajców Narodu Polskiego (Dz. U. Nr 69, poz. 377 z 1946r. z późn. zm.) w zw. z art. 1 pkt 1 lit. a i art. 3 ustawy z 18 grudnia 1998r. o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu (Dz.U.z 2007 r. Nr 63, poz. 424 j.t. z późn. zm.). Powyższe śledztwo prowadzone jest pod sygn. S 28/15/Zn.  W najbliższym czasie skierowane zostanie do Pana zaproszenie do stawiennictwa w OK. w Rzeszowie, celem złożenia zeznań w tej sprawie.

 Z poważaniem

Prokurator Oddziałowej Komisji

Ścigania Zbrodni przeciwko

Narodowi Polskiemu

Celina Przybyło